Wdech…… Wdech i cudowne uczucie. Wdech
i zaspokojone uczucie głodu. Wdech… Spokój.
Paliłam przez 10 lat. Długo
paliłam. Długo wdychałam dym przytrzymując go w płucach, trzymając rodzaj
władzy między palcem wskazującym a środkowym.
No i wydech…. Cała złość,
nieudany dzień, niesprawiedliwa cena soku pomidorowego uchodziła z dymem.
Spokój..
Zalecano wdechy i wydechy żeby
rzucić palenie. Bo niezdrowe. Bo źle wpływa na cerę.
Tak czy siak wszystko uchodziło z dymem. Wszystko w dosłownym
tego słowa znaczeniu. No i nagle pojawiły się zmarszczki tak z dnia na dzień
i raz nie dobiegłam do autobusu. Znaczy dobiegłam, ale dyszałam przez kilka przystanków.
I kasłałam w nocy. I miałam niemiłosiernego kaca.
i raz nie dobiegłam do autobusu. Znaczy dobiegłam, ale dyszałam przez kilka przystanków.
I kasłałam w nocy. I miałam niemiłosiernego kaca.
Wstałam rano i zadecydowałam – „Od
dziś nie palę”. Powtórzyłam dwa razy na głos: „Od dziś nie palę”. Stałam wtedy
na lotnisku z biletem do Anglii. Nikt nie wierzył, że rzucę. Rzuciłam.
Nie palę. Nie palę już dwa lata.
Teraz jem. I trochę popijam. Człowiek potrzebuje używek. Dobrze, gdy potrafi
wybrać na swój nałóg coś dobrego. Nie każdemu się udaje. Ale trzymam kciuki.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz